ENERGETYKA, RYNEK ENERGII - CIRE.pl - energetyka zaczyna dzień od CIRE
Właścicielem portalu jest ARE S.A.
ARE S.A.

SZUKAJ:



PANEL LOGOWANIA

X
Portal CIRE.PL wykorzystuje mechanizm plików cookies. Jeśli nie chcesz, aby nasz serwer zapisywał na Twoim urządzeniu pliki cookies, zablokuj ich stosowanie w swojej przeglądarce. Szczegóły.


SPONSORZY
ASSECO
PGNiG
ENEA

Polska Spółka Gazownictwa
CMS

PGE
CEZ Polska
ENERGA





KOMENTARZE

Podatek węglowy wg van der Leyen ma solidne podstawy ekonomiczne i polityczne
23.07.2019r. 08:07

Grzegorz Wiśniewski
Ursula van der Leyen w swoim wystąpieniu przed głosowaniem w Parlamencie Europejskim nad jej kandydaturą na szefową Komisji Europejskiej, pomimo przywiązania do konserwatyzmu, zaskoczyła elastyczną kombinacją progresywnych priorytetów. W sześciopunktowym expose "Unia, która stara się o więcej" na pierwszym miejscu zaproponowała "Europejską Zieloną Umowę" opartą na nowym pomyśle politycznym - podatku węglowym.

Tzw. "carbon tax", choć stosowany w kilkunastu krajach europejskich i od kilkunastu lat dyskutowany nie mógł przebić się do tzw. mainstreamu instrumentów pro-klimatycznych UE, ustępując liberalnej koncepcji handlu emisjami "ETS" i niezdefiniowanej reszty zwanej "non-ETS". Nowa przewodnicząca Komisji Europejskiej mówi o tym, że jeśli UE ma być neutralna pod względem klimatu do 2050 r. to różne instrumenty będą musiały być w sposób spójny zastosowane do 2030 r. Wygląda na to, że tym razem nie prowadzi już dyskusji akademickiej mówiąc z pełną determinacją o "neutralności klimatycznej" i wprowadzaniu nowych instrumentów i w taki oto sposób opisując na czym ma polegać European Green Deal:

"Będziemy musieli zainwestować w innowacje i badania, przeprojektować naszą gospodarkę i zaktualizować naszą politykę przemysłową. Aby pomóc nam osiągnąć nasze ambicje, zaproponuję europejską zieloną umowę w ciągu pierwszych 100 dni urzędowania (...). Aby uzupełnić te prace i zapewnić naszym przedsiębiorstwom możliwość konkurowania na równych warunkach, wprowadzę podatek graniczny od emisji dwutlenku węgla, aby uniknąć "ucieczki emisji". Powinno to być w pełni zgodne z zasadami Światowej Organizacji Handlu (WTO). Rozpocznie się od kilku wybranych sektorów i będzie stopniowo rozszerzany. Dokonam również przeglądu dyrektywy w sprawie opodatkowania energii".


Przegląd podatków energetycznych wskazuje na protekcjonizm (gaszenie ognia populizmu i nacjonalizmu oliwą) ale może doprowadzić także do wewnątrzgranicznego podatku węglowego, o czym dalej (inaczej trudno byłoby wprowadzić "graniczny"). Oprócz kija von der Leyen proponuje marchewkę:

"Zamierzam przedstawić strategię na rzecz ekologicznego finansowania i plan inwestycyjny, w tym (...) przekształcenie części Europejskiego Banku Inwestycyjnego w europejski bank klimatyczny. Bank jest już największym na całym świecie dostawcą finansowania na rzecz klimatu, które obecnie stanowi 25% całkowitego finansowania przeznaczonego. Chcę przynajmniej podwoić tę liczbę do 2025 r. Plan inwestycyjny na rzecz zrównoważonej Europy będzie wsparty kwota 1 bln Euro w ciągu następnej dekady w każdym zakątku UE".

Dokładnie nie wiadomo co ma na myśli nowa szefowa KE (choć widać że Niemcy już od dawna pracowali nad jej programem, a jej wybór nie jest przypadkowy) i jakie mogą być konsekwencje (o tym dalej), ale jest to z pewnością poważna propozycja, tym bardziej, że widać w niej nie tylko wpływy niemieckie, skandynawskie (kraje skandynawskie są prekursorami "carbon tax", obecna prezydencja fińska robi wiele w sprawie polityki klimatycznej) , ale także francuskie. Prezydent Macron najbardziej rozumie (sam doświadczył), że obecnie branżowo (transport) i jedynie w pojedynczych krajach nakładane podatki kończą się "żółtymi kamizelkami" (protestami), a problemu nie rozwiązują. Macron był jedyną głową państwa, który ostatnio sprzeciwiał się otwarciu negocjacji handlowych z USA, krajem, który chce wycofać się z paryskiego porozumienia klimatycznego. Widzi, że także ustalenia Konferencji Klimatycznej w Paryżu z 2015 roku oparte na dobrowolnych zobowiązaniach nie prowadzą do niczego konstruktywnego poza promowaniem egoizmów narodowych w wydaniu np. prezydenta Donalda Trumpa (powtarzającym za Bareją: " Ja tu jestem kierownikiem tej szatni. Nie mamy pańskiego płaszcza i co pan nam zrobi?"). W walce wizji Macrona z wizją Trumpa Polska stanęła po stronie Macrona. Słusznie, inaczej polska energetyka przegra w dwójnasób, chodzi jednak o wygranie razem z Francja i Niemcami (Brytyjczycy z powodu kryzysu przywództwa, choć ostatnio wiele zrobili dla klimatu, już się nie liczą). Chodzi o nowe rozdanie w polityce klimatycznej po wyborach do Parlamentu Europejskiego- o pogodzenie zielonych (chcą, aby "zielony protekcjonizm" opierał się na wprowadzeniu podatku społeczno-środowiskowego na granicach, który uwzględnia rzeczywiste koszty produktów) i liberałów (każdy podatek jest zły), gdyż chadecja i socjaliści utracili większość.

Skoro tak się stało, trzeba sobie zadać pytanie skąd się wziął pomysł podatku węglowego (wymyślonego i już wdrożonego w Europie) skoro nikt nie lubi dodatkowych podatków? W czasie prac nad ustanowieniem ETS ('2005) wielu ekonomistów postulowało wprowadzenie podatku węglowego w całej UE (tak jak wcześniej zrobiły to kraje skandynawskie). Już wtedy, ubiegłoroczny ... amerykański noblista w dziedzinie ekonomii prof. William Nordhaus opowiadał się za podatkiem węglowym (optował też za przyjmowaniem w działaniach na rzecz ochrony klimatu umiarkowanej stopy dyskonta rzędu 5-6%). Wygrało podejście poparte przez rynki finansowe (model amerykański uznany za "rynkowy") i przez Polskę. Padały też argumenty formalno-prawne, że podatkami się nie da realizować polityki klimatycznej w UE, bo leżą w gestii krajów członkowskich (choć część podatków jest zharmonizowanych i nic nie stało na przeszkodzie, aby dokonać niezbędnych zmian w dyrektywie w sprawie opodatkowania energii, czyli tego co teraz proponuje Ursula van der Leyen).

Czytając exposé van der Leyen, łatwo zauważyć wpływu noblisty. Nordhaus patrzy na zmiany klimatu z szerszej perspektywy i nie jest szczególnie lansowany ani przez IPCC i organizacje Zielonych, ani tym bardziej przez denialistów klimatycznych czy ultraliberałów gospodarczych. W kraju dyskusji o dorobku naukowym Nordhausa w zakresie badań kosztowo-efektywnej polityki klimatycznej, które oparł na modelu DICE (Dynamic Integrated Model of Climate and the Economy) praktycznie nie było. Wyjątkiem była debata Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego po przyznaniu ekonomicznego Nobla Nordhausowi i Romerowi - więcej pod linkiem. Zresztą kolejne rządy od wejścia Polski do UE nie mają żadnej szerszej refleksji na ten temat, ani nawet narzędzia ekonomicznego do prowadzenia sensownej dyskusji. Politycy prześcigają się w kontrproduktywnym wtykaniu kija w szprychy unijnej polityki klimatycznej i komunikowaniu z wypiekami o swojej dzielności po powrocie do Warszawy. Tworzone ad hoc lub reaktywnie wobec polityki UE reguły gry w energetyce są niezrozumiałe dla konsumentów (także dla ekonomistów, którzy widząc nonsensowne piruety polityków odpuszczają) i nie służą podejmowaniu racjonalnych decyzji mikroekonomicznych i makroekonomicznych, a kwestie klimatyczne nie są w sposób odpowiedzialny włączone do strategii energetycznej (co zwiększa ryzyko wzrostu kosztów energii dla gospodarki i ich nieracjonalnego podziału).

Co zatem mówi Nordhaus. Najprościej odwołać się do jego wykładu noblowskiego - link. Przystępnie jego teoria jest też omówiona w eseju a href="https://www.econlib.org/library/Columns/y2018/MurphyNordhaus.html" target="_blank">William Nordhaus versus the United Nations on Climate Change Economics. Nordhaus analizuje koszty i korzyści związane z realizacją różnych celów ograniczania wzrostu temperatury atmosfery ziemskiej. Stwierdził, że utrzymanie wzrostu temperatury poniżej 2 stopni Celsjusza o 2100 kosztowałoby około trzy razy więcej niż korzyści. Znalazł jednak optimum społecznych kosztów walki ze zmianami klimatu - tzw. Social Cost of Carbon = szkody społeczne spowodowane dodatkową ilością emisji dwutlenku węgla (SCC), które w sposób uzasadniony ekonomicznie proponuje obciążyć podatkiem węglowym rzędu 36 -91 USD/t CO2 (ceny stałe '2018). Wg jego koncepcji podatek węglowy zaczynałby się stosunkowo nisko (tak w latach 90-tych zaczynali Skandynawowie), a następnie, o ile perspektywy nie zmienią się na lepsze lub gorsze, jego wzrost powinien odzwierciedlić rosnące potencjalne szkody wynikające z globalnego ocieplenia. Uważa, że podatek węglowy (podejście typu cenowego) może łatwiej i elastyczniej zintegrować koszty ekonomiczne i korzyści z redukcji emisji, podczas, gdy podejście zawarte w protokole z Kioto ma nierozerwalny związek z ostatecznymi celami środowiskowymi lub gospodarczymi. Nie jest zwolennikiem systemów handlu emisjami takich jak ETS. Uważa, że podejście podatkowe stwarza mniej okazji do korupcji, kombinacji finansowych (oszustw) niż limity ilościowe, ponieważ nie generuje sztucznych niedoborów i nie zachęca do spekulacji i poszukiwaniu nadzwyczajnych zysków w oderwaniu od celu zasadniczego.

Nordhaus uważa, że tzw. "rynki" są krótkowzroczne, nieświadome nie tylko skutków zmian klimatu, ale także ograniczeń handlu nieodnawialnymi zasobami. Tylko w chwilach kryzysu rynek bierze pod uwagę skończoność zasobów, a następnie nazbyt dramatycznie, uruchamia duże nowe inwestycje technologiczne, infrastrukturalne i badawczo-rozwojowe.

Niestety, takich nieprzemyślanych akcji inwestycyjnych doświadczamy w Polsce w nadmiarze (np. miliardy na elektromobilność i energetykę jądrową, gdy kraj ma problem z brakiem tanich OZE i eskalującymi cenami energii; miliardy na czyste powietrza i wspierania spalanie węgla itp.). Z powodu ETS nie jesteśmy szczęśliwi, nie wiemy co zrobić z non-ETS, chcemy aby cały świat (nie tylko UE) zaangażował się w walkę ze zmianami klimatu. Może warto zatem przyjrzeć się konkretnym propozycjom Nordhausa, które pobrzmiewają tez w programie działań van der Leyen?

Największe zagrożenie w walce ze zmianami klimatu (jak i na rzecz innych dóbr publicznych) stanowią "jeżdżący bez biletu" (free-rider problem).- "Jeżdżą za darmo, podczas gdy ci, którzy podejmują kosztowne redukcje emisji, drogo płacą". Nordhaus proponuje utworzenie "Klubu Klimatycznego" na wzór WTO, NATO, UE z możliwością wykluczenia tych, którzy jeżdżą za darmo. Free riders mają być karani przez taryfy mające dwie cechy: docelowa cena emisji 50 USD za tonę CO2 dla członków "Klubu" oraz jednolita taryfa karna dla państw nieuczestniczących w wysokości 3% ("kary" za brak członkostwa są taryfami na eksport do krajów należących do Klubu). Nie wyklucza też bojkotu importu towarów, które zostały wytworzone w krajach, które nie należą do "Klubu", a ich produkcja wiązała się z emisją dużych ilości CO2. Dokładnie to samo proponuje van der Leyen mówiąc politycznie o podatku granicznym od emisji CO2 (aby, uniknąć "ucieczki emisji") zgodnym z WTO, ale narzędzia zdefiniował Nordhaus i przebił się z nimi jako pierwszy.

W jednym z ostatnich wywiadów dla la Reppublica (przedruk Nasza Europa) Nordhaus daje kilka dodatkowych wskazówek stricte politycznych. Widząc przerażenie polityków słowem "podatek" (pomijając nawet że "węglowy") zaleca, aby mówić o zwiększeniu ceny aby podnieść koszty tego czego chcemy uniknąć - emisji dwutlenku węgla. Jest sceptyczny wobec amerykańskiej koncepcji Green New Deal (wg uchwały Kongresu z lutego br.), bo nawet USA nie mogą rozwiązać problemu samodzielnie. Ale z drugiej strony przed tworzeniem Klubu nie paraliżuje go obecność w Białym Domu prezydenta Trumpa - człowieka, który nie przejmuje się środowiskiem -"zastąpi go ktoś, kto będzie potrafił słuchać klimatologów, inżynierów czy ekonomistów, będzie dążył do międzynarodowego porozumienia w sprawie walki ze zmianami klimatycznymi". Studzi analizy wskazujące na istotne zwiększenia zatrudniania w efekcie walki ze zmianami klimatu (co nie ucieszy Zielonych), ale z drugiej strony uspokaja, że wzrost wydatków związanych z walką ze zmianami klimatycznymi rzędu od 0,5 proc. do 5 proc. w rozłożeniu na okres 50 lat wywrze naprawdę bardzo znikomy wpływ na światową gospodarkę.

Rząd w Warszawie będzie miał problem z określeniem się wobec European Green Deal wg van der Leyen. Polska gospodarka żywi się eksportem, a eksport nie może być obciążony "węglową kula u nogi". Trzeba radykalnie zmniejszyć krajowy ślad węglowy, zwłaszcza dla MŚP/non-ETS. Rodzi się pytanie o twórcze wykorzystanie jej koncepcji (nie są nim np. forsowane niższe podatki od węglowodorów, -to nie ta epoka), ale podbudowa jaką programowi nowej szefowej KE daje noblista prof Nordhaus wydaje się uspokajać przynajmniej kręgi gospodarcze.

Po wyborze van der Leyen komentatorzy skupili się na tym dzięki komu została wybrana (niewielką większością), a nie na tym co i dlaczego proponuje. Błędem byłby brak aktywnego włączenia się w realizację jej propozycji, która jest racjonalna i może być skuteczna. Wyzwania związane z podatkiem węglowym są dwa i mają charakter mentalny - chodzi o przymiotnik "węglowy" oraz strukturalny - podatek nie zadziała zgodnie z jego celem, w przypadku monopolu energetycznego (podobnie jak nie działa ETS, gdyż firmy energetyczne wykonują ruchy pozorne i przerzucają koszty na odbiorców energii).

Bank Światowy przygotował niedawno raport nt. trendów w zakresie instrumentów podatkowych na rzecz podnoszenia ceny emisji CO2 (State and Trends of Carbon Pricing 2019). Wykres pokazuje, że Polska wystraszyła się podatku węglowego o minimalnej wysokości wprowadzonego w 1990 roku i nie wykorzystuje tego instrumentu aktywnie.

(687x780)

Gdyby bardzo powoli, tak jak np. w Danii, podatek był podnoszony nie mielibyśmy obecnych problemów. Brak, od 30 lat jasnego sygnału dla gospodarki jak ma reagować w tym zakresie ze strony państwa (niewykorzystanie instrumentu) zabija innowacyjność, betonuje miks energetyczny, podnosi koszty i wpędza energetykę i gospodarkę w czarną dziurę, bez wyjścia. Zapowiedź podniesienia tego podatku (w "wybranych podsektorach" - jak proponuje van der Leyen, w szczególności w non-ETS) powinna być wprowadzona do polityki energetycznej (PEP) i do Krajowego Planu na rzecz Energii i Klimatu (KPEiK). Jest to logiczne w sytuacji gdy chcemy się transformować, mieć czyste powietrze i włączać się w innowacje globalne, a wraz ze zmniejszaniem zużycia paliw kopanych spadać będą przychody budżetowe z podatków pośrednich (VAT, akcyza).

Wpisany na trwale do polityki, podatek węglowy, bez efektów "rampowych" powodowanych przez doraźne dotacje i politycznie regulacje ad hoc jest szansa na obudowę krajowego potencjału przemysłowego w zakresie zielonych technologii i innowacji oraz długoterminowych inwestycji. Stopniowo wprowadzany podatek węglowy - jak proponuje Nordhaus - tworzy atrakcyjne nisze rynkowe, jeśli chodzi o efektywnością energetyczną, prosumentów i autoproducentów energii, ale rząd i ustawodawca muszą pamiętać, że nie zadziała w pełni, jeżeli nie zostaną podjęte działania na rzecz rozbicia państwowego kartelu energetycznego. Bez tego każdy podatek zostanie wrzucone w koszty odbiorców, a ci nie będą mogli wybrać tańszego dostawcy energii ze źródła mniej emisyjnego.

Sposób wdrażania programu klimatycznego van dr Leyen zależeć będzie od składu Komisji Europejskiej, a szczególnie od komisarzy, którzy będą się zajmować powyższymi kwestiami. I tu dochodzimy do kluczowego dylematu polskiego rządu - jak wpisać się w nowe priorytety klimatyczne KE? Ale czy można wprowadzić węglowy podatek graniczy mając większa emisję niż zagranica? Czy poprzeć podatek węglowy i walczyć o Komisarza/Komisarz ds. energii, czy ds. konkurencyjności, którzy de facto program van der Leyen cele będą wdrażać? Czy też dalej walczyć jak "totalna opozycja" z polityką klimatyczną, mając coraz mniejsze efekty (złudne derogacje przepisów UE i czasowe notyfikacje szkodliwych przepisów własnego pomysłu) i coraz większe koszty w energetyce oraz paraliżujący całą energetykę chaos z powodu niezgodności polityki unijnej i krajowej.

Dodaj nowy Komentarze ( 14 )

WIĘCEJ NA TEN TEMAT W SERWISACH TEMATYCZNYCH

KOMENTARZE ( 14 )


Autor: Sum 23.07.2019r. 08:50
Jest jeden drobny problem, otóż większość i to zdecydowana produkcji i handlu odbywa się poza Europą, a ściślej poza UE z satelitami. I drogi przemysł europejski choćby nie wiem jak blokował dostęp do UE (blokady będą drogie w utrzymaniu, biurokratyczne, nieefektywne) nie będzie miał żadnych szans na działanie poza UE. Przegra nie tylko rynkowo, ale brutalnie zostanie zablokowany (Chiny czy USA nie będą brały jeńców co pokazuje np. Trump). Europa nie jest pępkiem świata (sama to sobie robi) ale jeszcze tego nie widzi i udaje, że może rządzić światem. Nie ma nic do gadania. I tempo upadku znaczenia Europy jedynie przyspieszy.
ODPOWIEDZ ZGŁOŚ DO MODERACJI

Autor: Grzegorz Wiśniewski 23.07.2019r. 19:54
Powodów do upadku Europy i Polski nie brakuje, ale UE póki co jest silniejsza od Polski. Ten wskazany powyżej problem nie jest jedynym, jest ich więcej. Największym zagrożeniem dla wyjścia z matni moim zdaniem jest populizm i jego emanacja w postaci sprytnych politycznych chuliganów takich jak np. Pan Prezydent Donald Trump (a za nim coraz dłuższa lista). Ale podatek węglowy graniczy - na wystarczająco dużym i znaczącym gospodarczo obszarze - zmusi do przekierowania populizmu kwitnącego na tym właśnie obszarze (dlaczego biedniejszy ma płacić zamiast ten bogatszy?) na właściwe tory. Bez tej piątej kolumny (kuli u nogi) cała UE (także ta konserwatywna) i Republikanie w USA poradzą sobie. Dlaczego? Podatek graniczny ma intuicyjny sens także dla populistów: "więcej zanieczyszczasz, jesteś bogatszy - więcej płać". Czyli nastąpi przeniesienie indywidualnego egoizmu na egoizm (niestety, ale inaczej się nie da, takie mamy czasy!) większej wspólnoty. Podatek graniczy uzyska poparcie przemysłów energochłonnych, a eksporterzy (w szczególności w Polsce np. rolnictwo, przemysł drzewny/meblarski) wymuszą transformacje energetyki zanim ta w stadnym zasklepieniu i obojętnosci na argumenty zostanie zombi (żywym trupem i masą upadłościową).
ODPOWIEDZ ZGŁOŚ DO MODERACJI

Autor: Sum 24.07.2019r. 07:35
Podatek ten o którym pan mówi nie zatrzyma produkcji w Chinach, Indii, Rosji, Korei Płd, Turcji, Brazylii czy USA i na Białorusi (itd.) bo oni między sobą będą handlować bez tego podatku, a to większość handlu światowego. Będą mieli tańszą produkcję, większą skalę produkcji. W ramach retorsji (Chiny i USA czy Rosja to zrobią bo czemóż by nie) zablokują resztki importu z UE (ponadto sam będzie się blokował bo u nas podatek węglowy jest i dlatego, że trzeba opłacić całą biurokrację strzegącą granic celnych). Słusznie pan napisał, że od Niemiec jesteśmy słabsi ale to Niemcy są słabsze od USA, Chin, a militarnie także od Rosji. I na nas różne bzdury są w stanie wymusić na reszcie świata nie. Produkcja i zużycie węgla w świecie rośnie, udział krajów UE w pkb świata spada szybko. I to są fakty. Może pan jako człowiek który włożył tyle w propagowanie ekologii zrozumie fakty, bo te są nieubłagane. A konkrety podatku węglowego to wzrost cen ciepła w wielu miejscach (dziś podprogowych), tu nie ma ratunku. A reakcja kompensacyjna będzie po kilku latach o ile w ogóle (radzę prześledzić dzisiejsze realne działania na "węglowy wyciek" czy kompensację cen energii elektrycznej). Hutnictwo w Polsce się zwija. Rozwinie się jedynie biurokracja rozdzielająca obciążając dodatkowo ledwie zipiący przemysł energochłonny. Przemysł ten będzie miał malejące szanse na eksport poza UE czyli dojdzie do efektu kosztu emisyjnego efekt skali. To chyba elementarz ekonomii. Może i coś się utrzyma, ale płace nie będą rosły (koszty trzeba utrzymać lub obniżyć) z wiadomymi skutkami. Nie będzie więc upadku z tego powodu lecz stagnacja niezadowolenie społeczne itd. Już je widać np. we Francji. Pojawiają się symptomy tego w Niemczech, a powtórki z końca republiki weimarskiej nie chciałbym oglądać, moi dziadkowie to przeżyli (nie wszyscy).
ODPOWIEDZ ZGŁOŚ DO MODERACJI

Autor: Sum 24.07.2019r. 07:44
P. Prezydent Trump nie jest żadnym politycznym chuliganem. Tego faceta wybrało społeczeństwo amerykańskie bo miało dość Clintonów, Obamów itp. polityków. Reakcja społeczeństwa była właściwa bo politycy w USA zaczęli się odrywać od realnych potrzeb wyborców tak jak to czynią politycy we Francji czy nawet w Niemczech itd. Społeczeństwo nie chce słuchać "pięknych" idei i szczęścia w następnych pokoleniach (klasyka dla socjalizmów), bo to jest zwyczajnie nieweryfikowalne (w Polsce to wiemy czym się skończyło, biedą i oderwaniem od świata z czego z trudem się wyplątujemy). Gdyby nie reakcja społeczeństwa USA to szybko przegraliby rywalizację cywilizacyjną z Chinami. I tak będzie trudno, ale przynajmniej próbują.
ODPOWIEDZ ZGŁOŚ DO MODERACJI

Autor: Sum 24.07.2019r. 07:49
Transformacja energetyki piękna rzecz. Tylko na co i za ile. Gdyby dało się szybko zrobić tańszą energetykę to ona dawno by powstała (biznes). Ona będzie tańsza tylko pod warunkiem opodatkowania paliwa węglowego na poziomie co najmniej 100% ceny paliwa. To znaczy nie będzie tańsza tylko znacznie droższa od tego co mieliśmy przez wiele lat. Jak pan sobie wyobraża tańszą energię cieplną po wprowadzeniu podatku za CO2 na mniejszych wytwórców? Gdyby inne rozwiązanie było tańsze to by dominowało.
ODPOWIEDZ ZGŁOŚ DO MODERACJI

Autor: Max 24.07.2019r. 10:04
Zgadzam się w 100 %. Podatek węglowy zarżnie Europę. Nie ma szans na globalne porozumienie w tej sprawie bo zawsze ktoś się wyłamie a przypuszczam, że byłaby to nie jedna a więcej gospodarek. Bądźmy realistami i działajmy w ramach rzeczywistych możliwości a nie pomysłów nie mających szansy na realizację. Już dziś zupełnie nie sprawdza się system handlu emisjami. Polska gospodarka za chwilę odczuje skutki przystąpienia do tego systemu. Bardzo bolesne skutki. Ciepłownictwo już dzisiaj jest na skraju bankructwa a za chwilę dołączą do niego inne branże. Poziom akceptacji przerzucania kosztów transformacji energetycznej na klienta końcowego już dawno został przekroczony. Za chwilę skutek funkcjonowania systemu będzie odwrotny od jego zamierzeń. Bądźmy realistami nie fantastami energetycznymi.
ODPOWIEDZ ZGŁOŚ DO MODERACJI

Autor: Grzegorz Wiśniewski 24.07.2019r. 09:27
UE to największy rynek handlu na świecie (niemal zrównoważany bilans handlowy), zaraz przed USA i Chinami. Takiego rynku nie da się zignorować ani USA ani Choinom o ile podatek graniczy będzie wprowadzany (a będzie).
Polska słusznie podnosiła ryzyko carbon leackage, a teraz problem ten dotarł także do nowej przewodniczące KE. To dobrze. Ale brak dalszej dekarbonizacji krajowej energetyki będzie jeszcze groźniejszy dla gospodarki i dla energetyki, co widać i jest faktem niezaprzeczalnym (tu nie chodzi o poglądy, interesy, emocje tylko o fakty). Największym dramatem byłby zbyt wola dekarbonizacja w ciepłownictwie (uderzy to silniej w dochodzi rozporządzalne rodzin niż w elektroenergetyce). Fakt, także dekarbonizacja spowoduje wzrost cen ciepła, ale znacznie niższy i przy okazji stopniowego podnoszenia ceny CO2 zacznie się opłacać efektywność energetyczne.
Prezydent Trump został wybrany, ale nie dożywotnio. Pomimo wysiłków w polityce wewnętrznej (blokada energetyki wiatrowej, preferencje dla węgla) i chuligaństwa międzynarodowego (przykładów nie brakuje) w USA w niespotykanej dotychczas skali zamykane są kolejne kopalnie węgla i elektrownie węglowe, spada opłacalności gazu łukowego, najszybciej szybko rozwija się OZE, w tym też energetyka wiatrowa.
Partia Republikańska przygotowała propozycje wprowadzenia granicznego podatku węglowego w USA, np. THE CONSERVATIVE CASE FOR CARBON DIVIDENDS https://www.clcouncil.org/media/2017/03/The-Conservative-Case-for-Carbon-Dividends.pdf
ODPOWIEDZ ZGŁOŚ DO MODERACJI

Autor: zgryźliwy 24.07.2019r. 11:10
Co do zasady jestem w ogóle przeciwny polityce klimatycznej, ale podatek jest o niebo lepszy od mechanizmu spekulacyjnego ETS. Przypomnę, że dzięki temu ostatniemu cały przemysł kraju wielkości Polski został obciążony w ciągu miesiąca opłatą w wysokości 100 % ceny całego zużywanego węgla tak, jakby nie istniał parlamentaryzm. To po co mamy Sejm i Senat i całą tą demokrację, jeśli jeden makler dostał prawo podniesienia podatku o kilkaset procent bez debaty, i kłótni polityków i dziennikarzy, ot tak sobie...Reszta, np. narzekanie URE na koniec rynku, to już była tylko prosta konsekwencja. Także najlepiej, żeby polityki klimatycznej w ogóle nie było, bo pieniądze zabrane zielonym można przeznaczyć np. na ekologię, ale jeśli już, to podatki ma uchwalać polski parlament, a nie makler w Brukseli.
ODPOWIEDZ ZGŁOŚ DO MODERACJI

Autor: tesla 24.07.2019r. 14:29
Panie Wiśniewski.
Czy nie dziwi Pana że rządzący w Indiach, Chinach i obu Amerykach czy Rosji nie chcą rozwijać zielonej energetyki?
Znaczy są dyletantami i nie dostrzegają WIELKIEJ "katastrofy" ekologicznej w którą wkracza ludzkość?
Jak będzie miał Pan chwilę czasu to proszę dokonać symulacji ile trzeba TWh lub źródełek OZE aby zastąpić wszelkie paliwa płynne w Polsce, taka alternatywa do zasilania elektrycznych samochodów - kolejny obłęd - elektromotoryzacja.
ODPOWIEDZ ZGŁOŚ DO MODERACJI

Autor: Recenzent 24.07.2019r. 17:00
Zgadzam się że podatek (przewidywalny) jest o niebo lepszy niż jakiś mechanizm spekulacyjny, cokolwiek by to było (zielone certyfikaty, ETS...).

Zastanawia mnie jednak, dlaczego nikt nie próbuje opodatkować drugiego końca tego kija, a mianowicie PALIW.

Przecież reakcja chemiczna którą znamy ze szkoły:
C + O2 -> CO2
Pozwala błyskawicznie wyznaczyć ilość CO2 wynikającą ze spalenia 1 tony węgla, 1 tony ropy, 1 tony gazu ziemnego. Te wielkości będą niezmienne i niezależne od technologii spalania (superkocioł czy zwykła koza).

Znacznie łatwiej jest opodatkować dość ograniczoną ilość dostawców paliw na rynek (producentów i importerów) niż miliardową rzeszę ich emitentów.

Więc czemu nie tak? Czyżby dlatego że pole do kombinacji byłoby zbyt małe? A może eurobiurwy nie miałyby z czego żyć?
ODPOWIEDZ ZGŁOŚ DO MODERACJI

Autor: Socyal 25.07.2019r. 07:31
Problem polega na tym, że paliwa są już i tak bardzo mocno opodatkowane (akcyza VAT opłata paliwowa). Bodajże Macron próbował opodatkować dodatkowo paliwa, to dostał w prezencie żółte kamizelki, bo ludzie się zorientowali, że to będą ich pieniądze. Oczywiście zgadzam się, że podatki są nie gorsze a może nawet lepsze od opłat za CO2 ale pod kilkoma warunkami, po pierwsze że będą niższe, po drugie stabilne (a KE akurat tu chce ciągłego dążenia do przodu i sami komisarze rozwalili rynek niskich cen przez interwencję). A tak w ogóle sam pomysł jest delikatnie mówiąc niezbyt mądry. Ideologia oderwana od rzeczywistości gospodarczej pakowana społeczeństwom pod hasłem dobrodziejstwa i ratunku przed hekatombą na ogół się nie kończy dobrze. A internautom chwalącym podatek chcę przypomnieć brak opodatkowania CO2 (opłata) uratował nas na kilka lat przed pomysłami komisarzy, którzy dążyli do podwyższania ceny CO2 i rynek się bronił. Tak, że chyba przez kilka lat płaciliśmy mniej za prąd i ciepło itd. Podatek od CO2 w rękach komisarzy (piękne sowieckie słowo) to leczenie dżumy cholerą.
ODPOWIEDZ ZGŁOŚ DO MODERACJI

Autor: cyborg 25.07.2019r. 13:45
Takie pomysły jak powszechny podatek węglowy polski rząd musi uwalić bezkompromisowo, bez oglądania się na to, czy podoba się to lobbystom OZE.
Podatek węglowy graniczny polski rząd może poprzeć, ale powinien to zrobić w zamian za konkretne koncesje UE na rzecz polskiej energetyki węglowej i ciepłownictwa, zmniejszające koszty ich obciążeń z tytułu polityki klimatycznej UE.
ODPOWIEDZ ZGŁOŚ DO MODERACJI

Autor: Zygmunt Parczewski 26.07.2019r. 09:55
Kolejny 'kij w ... bardzo ważną i potrzebną debatę klimatyczną i gospodarczą' wsadzony przez p. G. Wiśniewskiego. Uważam, że pomimo szeregu nazbyt radykalnych stwierdzeń jest to poważny głos w debacie. I spotkał się z poważnymi argumentami niektórych komentatorów - szczególnie 'Sum'a". Na pewno i Polska, i Europa i świat mają wspólny problem ze zmianami klimatycznymi, które ostatnio szczególnie mocno odczuwa Europa .Być może niebawem odczują je boleśniej USA, czy Rosja albo Chiny? Obawiam się, że w skali świata, podobnie jak w przypadku Polski - jedyna skuteczna nauka będzie wynikała z ogromu dolegliwości czy strat gospodarczych oraz społecznych spowodowanych zmianami klimatu. Bowiem nie mamy w sobie (my Polacy) chyba umiejętności antycypowania zmian, a szczególnie ich skutków w większej skali, jak społeczne czy ogólnogospodarcze. Dowodzi tego polityka prawie wszystkich rządów krajowych od 30 lat, a nawet wcześniej. Doradcy w rodzaju p. 'Zgryźliwego' mieli zapewne znacznie lepsze dojście do 'ucha rządzących'. Czy nadal mają - to się okaże? Tymczasem kraje bogatsze i jednak mądrzejsze od nas (to moja prywatna opinia) - głównie Północnej Europy już się tego nauczyły i podejmują starania zaradcze. Nasz kraj ma szansę dołączyć do tego grona - najlepiej na warunkach, które sam potrafiłby mądrze zdefiniować - gospodarczo i społecznie. Czy temu podołamy? Obserwując wiele poczynań poprzednich i obecnego rządu, w szczególności Ministra Energii mam wiele wątpliwości. Dodam, że w Polsce w początku lat 1990-tych były wykonane wstępne analizy i oceny skutków makroekonomicznych wdrażania różnych instrumentów ograniczenia emisji. Wówczas chodziło głównie o redukcję ogromnych emisji SO2, NOx i pyłów. Jednym z instrumentów był właśnie podatek węglowy (coal-tax), którego wartości rozważano w przedziale od 1-100 USD/t węgla (w paliwie). Niestety wówczas okazało się, że ten instrument owszem skutecznie 'stopował' węgiel (kamienny i brunatny), ale w niewielkim stopniu pozwalał na osiągnięcie celów redukcji SO2 i NOx. Natomiast bardzo znacząco - co oczywiste - podnosił koszty dostaw elektryczności i ciepła i powodował 'ucieczkę' w wielkie ilości węglowodorów (z importu). Kolejny przykład blisko związany z 'coal-tax' dotyczył analiz wdrożenia handlu emisjami ale SO2 i NOX. W Polsce pracowaliśmy nad tym równolegle z pracami ośrodków USA. Amerykani wdrożyli z dużym sukcesem te rozwiązania (handlu emisjami SO2, NOx, później innymi) u siebie, bo to naprawdę dobry, rynkowy instrument. Pod warunkiem perfekcyjnego zaprojektowania całego instrumentarium. W USA się to udało, a w Polsce .... Odpowiedź pozostawię bez komentarza, bo każdy widzi..
Prace te wykonywano kilkukrotnie m.in. dla PSE, Ministra Środowiska i Banku Światowego w Zakładzie Problemów Energetyki IPPT PAN prof. W. Bojarskiego, co może wskazywać tylko tyle, że ówcześnie, w znacznie trudniejszych warunkach rządzący (w okresie co najmniej 1980-1998) chcieli znać szanse i zagrożenia rozwoju w średniej i dłuższej perspektywie. Potem już było coraz trudniej, bo dość opacznie rozumiane zasady gospodarki rynkowej, głównie przez rządzących - prowadziły do wielu zaniechań badawczo-rozwojowych. Czy i na ile tendencja ta została odwrócona obecnie? Są pewne przesłanki wskazujące, że może tak się stanie, ale czy w Polsce są jeszcze profesjonalne ośrodki do wykonywania tego typu złożonych i dobrze uargumentowanych analiz broniących merytorycznie polskich racji gospodarczych i społecznych w sposób kompleksowy (holistyczny), a nie tylko jednostkowy, czy branżowy?
Wydaje mi się, że kierunki zasygnalizowane przez p. Grzesia Wiśniewskiego tworzą taką okazję - szansę rozwoju i nauki, i gospodarki i nowoczesnego partnerstwa z wiodącymi krajami w Europie i świecie. Czy tym razem nie zmarnujemy kolejnej okazji? Bo zmarnowane szanse rozwojowe niestety często zamieniają się w zagrożenia. Każdy interesujący się trendami polskiej energetyki chyba dostrzega to coraz wyraźniej, a najlepiej definiuje to p. 'Zgryźliwy'. Tylko czy to jest dobra droga dla Polski? Moim zdaniem zdecydowanie nie, ale warto przeanalizować rzetelnie alternatywy rozwojowe krajowej i europejskiej energetyki zawczasu. Po za chwilę może być już naprawdę za późno .... Dziękuję i gratuluję ci Grzegorzu kolejnej wypowiedzi powodującej 'burzę mózgów' - niestety na razie tylko 'wakacyjną'.
ODPOWIEDZ ZGŁOŚ DO MODERACJI

Autor: Grzegorz Wiśniewski 27.07.2019r. 12:42
Zygmuncie,
Słusznie wskazujesz jakie spustoszenie intelektualne zaszło w Polsce od lat 90-tych jeśli chodzi o rozumienie podstaw zmian klimatu i instrumentów jego ochrony. Niedawno napis lamę krótką syntezę upadku wiedzy w ciągi ostatnich 10-20 lat https://odnawialny.blogspot.com/2019/05/nasza-europa-nie-tylko-wspolny-rynek.html , gdzie przytoczyłem klimatyczne tezy niemieckiego socjologa Ulrich Becka.
Być może wtedy (koniec lat 90-tych) dyskurs na temat polityki klimatycznej był jedynie dyskursem eksperckim i elitarnym, w którym ludzie, społeczeństwa, obywatele, pracownicy, wyborcy nie brali udziału, a ich poglądy i głosy były bardzo zaniedbywane (i teraz mamy problem). Ale teraz ludzie mówią w zmianach klimatu, czują i widzą, ale wobec braku ciągłości prac badawczych, wyeliminowania przyczyn zmian klimatu z podstawy programowej w szkołach z dyskursu politycznego (szersze badania naukowe w tym zakresie trafiły na indeks politycznie podejrzanych) nie ma już z kim nie tylko dyskutować, ale i pracować. Nie ma już takich zespołów jak prof. Bojarskiego, prof. Sadowskiego, nie ma szkoły klimatologów, słabnie w oczach część klimatyczna i badan atmosfery w IMGW itd.-jako państwo stajemy się intelektualnie bezbronni wobec wyzwań.
W efekcie o zmianach klimatu w mediach mówią najczęściej profesorowie z dorobkiem naukowym w obszarze górnictwa, hutnictwa, inżynierowie od ruchu elektrowni, sprzedawcy prądu. Wiedza takich ekspertów sprowadza się to znajomości liczby 550 (g CO2/kWh), bieżącej ceny EUA-EEX oraz słowa "derogacja". Minister Energii na Kongresie Zjednoczonej Prawicy powiedział, że to czy efekt cieplarniany jest czy nie to nie jego sprawa. Niestety teraz, wobec tego co się dzieje z klimatem (temperatury powietrza, woda) i tego co zaraz będzie się działo w UE (strategie ostrej dekarbonizacji) potrzebna jest szersza rozmowa o całym skomplikowanym systemie. Słusznie zauważasz, że wobec pustymi badawczej w tym obszarze możemy wywołać co najwyżej "wakacyjną burzę mózgów".
ODPOWIEDZ ZGŁOŚ DO MODERACJI
Dodaj nowy Komentarze ( 14 )

DODAJ KOMENTARZ
Redakcja portalu CIRE informuje, że publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu CIRE. Redakcja portalu CIRE nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Przesłanie komentarza oznacza akceptację Regulaminu umieszczania komentarzy do informacji i materiałów publikowanych w portalu CIRE.PL
Ewentualne opóźnienie w pojawianiu się wpisanych komentarzy wynika z technicznych uwarunkowań funkcjonowania portalu. szczegóły...

Podpis:


Poinformuj mnie o nowych komentarzach w tym temacie


PARTNERZY
PGNiG TERMIKA
systemy informatyczne
Clyde Bergemann Polska
PAK SERWIS Sp. z o.o.
ALMiG
Elektrix
GAZ STORAGE POLAND
GAZ-SYSTEM S.A.
Veolia
PKN Orlen SA
TGE
Savangard
Tauron
DISE
BiznesAlert
Obserwatorium Rynku Paliw Alternatywnych ORPA.PL
Energy Market Observer
Innsoft



cire
©2002-2019
mobilne cire
IT BCE