ENERGETYKA, RYNEK ENERGII - CIRE.pl - energetyka zaczyna dzień od CIRE
Właścicielem portalu jest ARE S.A.
ARE S.A.

SZUKAJ:



PANEL LOGOWANIA

X
Portal CIRE.PL wykorzystuje mechanizm plików cookies. Jeśli nie chcesz, aby nasz serwer zapisywał na Twoim urządzeniu pliki cookies, zablokuj ich stosowanie w swojej przeglądarce. Szczegóły.


SPONSORZY
ASSECO
PGNiG
ENEA

Polska Spółka Gazownictwa
CMS

PGE
CEZ Polska
ENERGA





KOMENTARZE

Niemiecka droga w energetyce to ślepa uliczka
08.07.2020r. 09:10

mgr inż. Jerzy Lipka
Niedawne wypowiedzi niemieckiego polityka Hansa Josela Fella, jednej z czołowych postaci i twórców Energiewende nie pozostawiają żadnych wątpliwości. "Niemiecki program, który zachęcił naród do przejścia na zieloną energię, podupada pod ciężarem rosnących kosztów i potrzebuje pilnej naprawy" ocenił. Nie wskazał przy tym, na czym ta "naprawa" miałaby polegać? Nie wspomniał również, czy zmiany miałyby dotyczyć głównego aksjomatu tego programu, czyli rezygnacji do roku 2022 z energetyki jądrowej, albo odsunięcia w czasie osiągnięcia przez Niemcy neutralności klimatycznej?

Niestety, polskie ośrodki medialne i polscy politycy będący rzecznikami drogi niemieckiej w energetyce milczą na ten temat jak zaklęci. Wolą podawać do wiadomości publicznej informacje, jak dalece spadły koszty produkcji i instalacji wiatraków i paneli fotowoltaicznych. Jest to oczywiście prawda, wynik "efektu skali" i masowej produkcji tych urządzeń, głównie u naszych zachodnich sąsiadów, w Danii, a także w Chinach. Tyle, że koszty inwestycyjne są jedynie pewną składową kosztów związanych z danym źródłem. Inne składowe to choćby koszt bieżącej eksploatacji, koszt współpracy z siecią, koszty zewnętrzne - czyli strat w środowisku naturalnym i wpływu na zdrowie ludzkie.

Systematyczne podawanie do publicznej wiadomości o istotnym spadku kosztów instalacji, czyli innymi słowy kosztów inwestycyjnych paneli fotowoltaicznych i elektrowni wiatrowych ma sprawić wrażenie, jakoby nieuchronną sprawą było wyparcie przez te źródła z sieci wszystkich innych, zwłaszcza tych stabilnych, których budowa jest droższa. Niektórzy posuwają się nawet do stwierdzenia, że olbrzymie koszty jakie poniosło i cały czas ponosi społeczeństwo niemieckie w wyniku realizacji Energiewende, są wynikiem głównie wysokich kosztów energetyki wiatrowej i słonecznej w czasie, gdy nasi zachodni sąsiedzi rozpoczynali energetyczną rewolucję. Zapewne tak, i teraz koszty inwestycyjne OZE są znacznie mniejsze. Nie tłumaczy to zupełnie faktu, że koszty ENERGIEWENDE rosły w kolejnych latach, osiągając nieomal 30 mld euro w ciągu roku, a dotyczyły w głównej mierze intensywnej rozbudowy sieci przesyłowej w Niemczech, w celu przesyłania energii z północy Niemiec mającej lepsze warunki wietrzne, na południu kraju, gdzie te warunki są znacznie słabsze. Przeczy to jednocześnie tezom, że rozwój OZE zapobiega dużym wydatkom na sieć energetyczną, bo są to źródła rozproszone. Przykład naszych zachodnich sąsiadów udowadnia, że jest wręcz przeciwnie.

Mało tego, do tych argumentów należy dołożyć zastrzeżenia dotyczące pracy Krajowego Systemu Elektroenergetycznego (KSE), który wymaga realnej mocy regulacyjnej, w celu utrzymania warunków synchronicznej pracy ze wszystkimi połączonymi systemami.

W przypadku OZE mamy tylko wirtualną zdolność sterowania, ale tylko w dół, czyli zaniżania obciążenia (odciążania). Bo nie ma możliwość nakłonić słońca i wiatru aby w dowolnym czasie wzmogły swoje działanie i zwiększyły podaż energii. Właśnie takie warunki spowodowały już kilka poważnych awarii systemowych, wyniku działania automatyki SCO (samoczynne częstotliwościowe odciążanie). Ta automatyka broni konwencjonalne wytwarzanie przed katastrofą, ale jednocześnie eliminuje odbiorców z ciągłości zasilania. To są bardzo poważne mankamenty wywoływane przez obecność źródeł OZE o bardzo słabych cechach wymaganych od rezerwy regulacyjnej w KSE, jaką posiadają wirujące źródła konwencjonalne. To m.in jest powodem do kontestowania Energiewende przez sąsiednie sytemy, bo to one ratują system niemiecki od totalnej katastrofy.

Reasumując, koszty OZE spadają, ale tylko w jednym aspekcie, we wszystkich innych natomiast utrzymują się w miejscu lub rosną. Rynkowa cena energii podawana przez media powiązane z OZE, jako 150 zł/ MWh, nie oddaje absolutnie rzeczywistych kosztów, jakie ponosi tu społeczeństwo. Wytwórców energii z wiatru nie obchodzi, skąd my weźmiemy energię, gdy nie wieje. Praktyka pokazuje, że im większy udział OZE w systemie energetycznym, tym więcej musi być źródeł regulacyjnych, których koszty pracy, lub gotowości do podjęcia zadań zastąpienia OZE w każdej chwili nie są w ogóle uwzględniane w propagandzie lobbystów OZE.

Są to elektrownie gazowe, stanowiące "rezerwę wirującą", czyli pracujące z minimalną mocą gdy OZE pracuje, a zwiększające moc natychmiast, gdy to potrzebne. Efektywność energetyczna wiatraków zwłaszcza tych na lądzie, czy najnowszych nawet paneli fotowoltaicznych (roczne wykorzystanie mocy zainstalowanej) oscyluje poniżej ¼, a więc w praktyce stanowią one jedynie dodatek do stale rozbudowywanej energetyki na gaz ziemny. I tu jest pies pogrzebany. Bo przecież energetyka gazowa daje energię w sposób emisyjny, a proces spalania gazu jest mało wydajny. Emisja CO2 z elektrowni gazowych jest wprawdzie o połowę mniejsza niż z analogicznych mocy węglowych, ale jednak jest, a do tego dochodzi i emisja NOx. A przecież polityka unijna jest tak skonstruowana, by emisja CO2 nie opłacała się, i to się nie zmieni. Czyli można się spodziewać, że opłaty za emisję CO2 będą rosły, tym samym będzie rosła cena prądu z elektrowni gazowych! A te w systemie gaz-OZE dostarczają energię przez większość czasu w ciągu roku.

Tym bardziej, że nie wiadomo dokładnie, kiedy i czy w ogóle nastąpi znaczący przełom w opłacalnych technologiach magazynowania energii, czy też technologiach wodorowych. Z uwagi na takie a nie inne cechy wodoru, czy też fakt konieczności użycia do budowy magazynów energii na wielką skalę pierwiastków tanich i powszechnie dostępnych na świecie. Takiego przełomu nie gwarantują nawet wielkie pieniądze przeznaczane na badania. Rozsądek nakazuje rozłożyć więc ryzyko i rozwijać energetykę wielo-torowo, nie eliminując atomu, jako opanowanej i sprawdzonej już technologii.

Oponenci jako koronny argument przeciw tej technologii przytaczają koszty inwestycyjne, przyznając jednak, że po wybudowaniu daje ona energię w sposób stabilny i przez długi czas. Według oponentów są to trudności "nie do przezwyciężenia". Czyżby?

Niedawna propozycja Korean Hydro & Nuclear Electric dla Polski przedstawiona 5 grudnia w Warszawie opiewa na 20 mld USD za dwa bloki APR każdy po 1400 MW. Czas budowy każdego z nich określony został na 5 lat. Czyli już w przyszłej dekadzie moglibyśmy pozyskiwać 14% (więcej niż teraz z atomu mają Niemcy) całej produkowanej energii elektrycznej w sposób czysty i stabilny, a budowa kolejnych bloków tańsza byłaby od 15 do 20%. Rozkładając koszty te na dziesięć lat, czyli czas trwania budowy obu bloków mamy więc 2 mld USD na każdy rok. Średnio, ponieważ największe natężenie kosztów występuje w środkowej fazie budowy bloku jądrowego. Ale jeśli policzyć średnią, to przecież stanowi to ok 8 mld PLN rocznie, czyli sumę mniejszą od rocznych dotacji państwa do OZE, czy też sumę porównywalną ze wsparciem dla przemysłu węglowego. Jeśli tu wysuwa się argument, że nas na to nie stać, to dlaczego stać nas na ponoszenie opłat porównywalnych bądź wyższych na inne źródła energii? Zatem to nie kwestia możliwości, ale priorytetów politycznych, a te można przecież zmienić!

Także konkurencyjne względem koreańskich technologie jądrowe rozwijane są intensywnie, w tym bloki francuskie EPR, czy rosyjskie WWER, ale także chińskie konstrukcje wodno-ciśnieniowe. Do ekspansji za granicą przygotowuje się i amerykański przemysł jądrowy, z czego Polska może skorzystać, pod warunkiem oczywiście udostępnienia w USA tanich, długookresowych kredytów na budowę, co jednak wydaje się przesądzone, będąc niezbędnym elementem rynkowej rywalizacji USA na tym polu z Chinami i Rosją. Niedawna wizyta Prezydenta A. Dudy w Stanach Zjednoczonych jest wielkim krokiem w tym kierunku. Jeśli zignorujemy głosy lobbystów OZE zainteresowanych budową nowego monopolu rozwoju tych właśnie źródeł, możemy skorzystać z rozpoczynającego się boomu na świecie na energetykę jądrową, gdzie w budowie obecnie znajdują się 52 nowe reaktory jądrowe różnych typów, a będzie ich wkrótce więcej. Może nie ma tego boomu w Europie Zachodniej, z wyjątkiem Finlandii i W. Brytanii, lecz już na wschodzie kontynentu zdaje się dziać zupełnie inaczej, o czym świadczą programy jądrowe Węgier, Bułgarii, Rumunii, Czech, Słowacji, Białorusi, Ukrainy czy Polski, który to program nareszcie mam nadzieję, ruszy z miejsca. Czeski rząd zapowiada że w 2050 roku aż 60% energii elektrycznej będzie pochodzić z atomu, a podobnie ma być i na Węgrzech, co nieomal gwarantuje osiągnięcie przez te dwa kraje neutralności klimatycznej. W Polsce po zrealizowaniu rządowego programu budowy 6 bloków jądrowych (ok 7 do 10 GW mocy) ok roku 2043 mielibyśmy z atomu ok 20 - 25% energii, może nie oznacza to jeszcze klimatycznej neutralności, ale stanowi olbrzymi krok w tym kierunku i radykalną redukcję emisji w porównaniu ze stanem dzisiejszym. Bo dzisiejsze 10 GW mocy w OZE jest dużo mniej energetycznie wydajne niż byłoby takie same 10 GW w energetyce jądrowej. Atom da bowiem 5 razy tyle energii z tej samej mocy, i w sposób w pełni sterowalny, więc bez dodatkowych kosztów. OZE tylko w połączeniu z atomem może prowadzić do zero-emisyjności energetyki, nigdy w połączeniu z gazem.

Poza Europą ogromne programy budowy elektrowni jądrowych realizują Chiny czy Indie, a także Rosja, a na mniejszą skalę Korea Płd, Brazylia, Argentyna, Kanada, RPA, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Egipt, Bangladesz, Turcja. Europa Zachodnia już dawno przestała być "pępkiem świata", tracąc swoją pozycję na rzecz Azji głównie, czego przyczyną doktrynerstwo i ideologia, nie licząca się z realiami technicznymi, brak inżynierskiego podejścia do kwestii pozyskania energii. Rzeczywistości nie da się nagiąć do ideologii.

Dodaj nowy Komentarze ( 7 )

KOMENTARZE ( 7 )


Autor: Wydma Lubiatowska 08.07.2020r. 14:53
Panie Lipka pan oczywiście nie rzucił okiem na "produkt" pod tytułem: "Unlocking Reductions in the Construction Costs of Nuclear: A Practical Guide for Stakeholders (NEA 2020). Co to ? - kolegów się nie czyta? ( warto rzucić okiem na tabelę 1, strona 23). W tym aspekcie proszę nie wypisywać głupstw. Pana definicja tzw. bez emisyjności produkcji energii jądrowej to po prostu wielka BZDURA, w aspekcie katastrof w Czarnobylu i Fukushimie. Prosimy o zakończenie nieodpowiedzialnej propagandy.
ODPOWIEDZ ZGŁOŚ DO MODERACJI

Autor: Jerzy Lipka 08.07.2020r. 15:48
Stara zużyta plyta o Czarnobylu lub Fukushimie nie dziala juz! Prosze wymyslic cos madrzejszego
ODPOWIEDZ ZGŁOŚ DO MODERACJI

Autor: Wydma Lubiatowska 09.07.2020r. 14:18
MY nic nie musimy wymyślać. Na naszą korzyść "pracuje" przemysł jądrowy. (Ponowne wstrzymanie budowy bloku elektrowni jądrowej Olkiluoto-3).
ODPOWIEDZ ZGŁOŚ DO MODERACJI

Autor: Jerzy Lipka 09.07.2020r. 18:34
Tyle, że w Polsce póki co nie ma prawa polegającego na tym, że Nadzór Jądrowy może zmienić wymagania w trakcie trwania inwestycji. W Finlandii jest takie prawo. Tymczasem postępy prac na innej wielkiej budowie elektrowni Hincley Point C zgodnie z harmonogramem i bez opóźnień. A Koreańczycy mówili dość jasno, w 5 lat mogą wybudować blok jądrowy w Polsce.
ODPOWIEDZ ZGŁOŚ DO MODERACJI

Autor: antymonopol 10.07.2020r. 11:36
Tylko że energia z HP będzie bardzo droga w cenie 500 zł/MWh przez 35 lat.
ODPOWIEDZ ZGŁOŚ DO MODERACJI

Autor: Jerzy Lipka 11.07.2020r. 20:32
Tylko że Zieloni w latach 70 tych mówili to samo o francuskim programie jądrowym, że będzie niebotycznie drogi prąd itp. I co? Francja miała przez dziesiątki lat jedną z najtańszych cen za energię w Europie, dokąd nie zaczęła "wiatrakować" się na potęgę!
Co wam jeszcze trzeba, byście przyznali się do błędu, jeśli słowa jednego z "góru" Energiewende wam nie wystarczą? Do jakiego stopnia trzeba być zaślepionym.
ODPOWIEDZ ZGŁOŚ DO MODERACJI

Autor: Jerzy Lipka 08.07.2020r. 18:49
Jesli bzdura jest bezemisyjnosc energetyki jadrowej to tak samo wiatrakow i paneli fotowoltaicznych. Tez jest emisjs przy ich produkcji, lub budowie.
ODPOWIEDZ ZGŁOŚ DO MODERACJI
Dodaj nowy Komentarze ( 7 )

DODAJ KOMENTARZ
Redakcja portalu CIRE informuje, że publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu CIRE. Redakcja portalu CIRE nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Przesłanie komentarza oznacza akceptację Regulaminu umieszczania komentarzy do informacji i materiałów publikowanych w portalu CIRE.PL
Ewentualne opóźnienie w pojawianiu się wpisanych komentarzy wynika z technicznych uwarunkowań funkcjonowania portalu. szczegóły...

Podpis:


Poinformuj mnie o nowych komentarzach w tym temacie


PARTNERZY
PGNiG TERMIKA
systemy informatyczne
Clyde Bergemann Polska
PAK SERWIS Sp. z o.o.
ALMiG
GAZ STORAGE POLAND
GAZ-SYSTEM S.A.
Veolia
PKN Orlen SA
TGE
Savangard
Audax
Tauron
Tauron
DISE
BiznesAlert
Obserwatorium Rynku Paliw Alternatywnych ORPA.PL
Energy Market Observer
Gazterm
Innsoft



cire
©2002-2020
mobilne cire
IT BCE